poniedziałek, 16 listopada 2015

W pogoni za normalnością.

'Normalność'... W ogóle co to za słowo? Jak dla mnie jest niedefiniowalne... Dla każdego człowieka bycie 'normalnym' oznacza coś innego. Jak dla mnie jest to swego rodzaju 'umiejętność' wpasowania sie w schemat. Ten schemat to życie jakie prowadzi większości ludzi.
Moja znajoma ma dwójkę dzieci. Pracuje po 8 godzin, na rano lub na popołudniu. Musi wszystko tak sobie poustawiać, żeby ogarnąć wszytko, dzieci nakarmić, męża zadowolić w domu posprzątać no i oczywiście iść do pracy... Każdy wie o co chodzi. I właśnie w ten sposób funkcjonuje większość ludzi.
A co jest w tym wszystkim jak dla mnie najśmieszniejsze? To, że ci właśnie ludzie są szczęśliwi... Nie mam pojęcia jak oni to robią. Strasznie im zazdroszczę. Byłoby to dla mnie niczym spełnienie marzeń. Bycie takim normalnym, szarym, zwykłym zjadaczem chleba. Po prostu  bajka. Jeśli chodzi o mnie to chyba nie ma rzeczy która tak naprawdę sprawia mi radość czy daje satysfakcje. Żyje tak sobie z dnia na dzień i czekam co przyniesie los. Są chwile, kiedy naprawdę mam już dosyć. I wydaje mi się, poskreślam, wydaje mi się, że nie chcę już żyć. Bo kiedy usłyszałam diagnozę lekarza: pani stan można określić jako zagrażający życiu, wszystko zaczęło wyglądać zupełnie inaczej. Zapomniałam o swoich problemach natury psychicznej i ogarnęła mnie taka silna chęć ratowania samej siebie... Pomyślałam: a co jakby to miało się wszystko nagle skończyć?
Wtedy drugi głos- ten z mojej zepsutej psychiki zawołał: dziewczyno, przecież zawsze  chciałaś, żebyś mogła zniknąć, a teraz się boisz?
Tak, bałam się. Sama nie wiedziałam do końca czy bardziej boję się pobytu w szpitalu czy samej diagnozy czy 'o ironio!' zupełnego odcięcia się od swojego anty- normalnego życia...
Obiecałam paru osobom i samej sobie, że jak tym razem z tego wyjdę to już nie będę sama sobie szkodzić, nie będę sama siebie powoli, z dnia  na dzień zabijać. Żeby docenić to co się ma trzeba stanąć nad przysłowiową przepaścią. Pomyślałam o ludziach, którzy mnie otaczają... Nie chcę ich stracić nie chcę od nich odchodzić... No i przecież skoro oni są dziś tutaj ze mną to naprawdę mnie kochają i gdy odejdę będzie to dla nich straszny cios. Dobra, wyliżę się, jak zawsze. I postaram się nie niszczyć sobie życia, tylko robić wszystko, żeby nauczyć się tej mojej wymarzonej normalności... Ciekawe co z tego wyjdzie... Znając mnie i moje podejście to nic. Taka już jestem. Po prostu: amoralna i anormalna. Ot, cała ja...

1 komentarz:

  1. Mądry post :)

    https://twosistersbloog.blogspot.com/2015/11/bornprettystore-giveaway-znu-and.html?showComment=1448096944640

    OdpowiedzUsuń