poniedziałek, 23 listopada 2015

Cel uświęca środki?

Żeby docenić to, co się ma (bądź miało) trzeba najpierw to stracić...
Parę miesięcy temu ułożyłam sobie swój własny 'schemat', który pomagał mi w zachowaniu swego rodzaju kontroli nad życiem. Był on co prawda ułomny, ale był. W życiu trzeba mieć jakiś cel i się go trzymać. Wtedy jest prościej radzić sobie z przeciwnościami losu. Tylko co się dzieje, kiedy ten nasz 'cel' okazuje się rozwalać całe nasze życie i wywierać wpływ na każdą jego sferę? Trzeba go zmienić. Trzeba i to jak najszybciej.... Tylko nie raz okazuje się, że na taką zmianę jest już stanowczo za późno...
Wtedy pozostaje nam ratować, to co jeszcze pozostało... Resztki 'normalności' nie zepsutej jeszcze przez nasz 'cel' przesłaniający wszystko... Cel nie może uświęcać wszystkich środków. Musi być zachowany jakioś zdrowy umiar, w przeciwnym razie wszytko zaczyna wymykać się  spod kontroli...
Ja dostałam szansę na kolejne, może już naprawdę ostatnie 'przewartościowanie'. Mój 'cel' musiał się usunąć na dalszy plan. Pewnie, cały czas mam go w głowie. Tyle, że dążenie do niego trzeba na jakiś czas odłożyć. Nie mówię, że na zawsze. Nie wiem na ile... Liczę, że uda się wrócić jak najszybciej. Ale wtedy będzie już inaczej. Nie pomimo wszytko. Bo to się nie sprawdza i nigdy się nie sprawdzi. Po prostu nie można mieć ciastka i zjeść ciastka... Proste? No i to jeszcze jak... Tylko dlaczego dopiero teraz jestem w stanie dojść do takich wniosków? Czemu tyle musiało się stać? Pozostaję przy wersji, że tak musiało po prostu być. Żeby docenić to, co się ma trzeba najpierw to stracić... Tyle...

1 komentarz:

  1. szczerze i bez pieprzenia: nie rozumiem :(

    http://nieperfekcyjna-kobieta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń